|
"Waldemar ze Stawów brzmi równie szlachetnie jak sir Lancelot z Jeziora." Jego życie jest książką przygodową, którą czyta się z zapartym tchem i nigdy nie wiadomo co przyniesie następna strona.
Wychowany w miejskich murach nigdy nie przypuszczał, że dalsze jego życie będzie upływać razem z rodziną wśród lubuskich łąk i lasów. Zwłaszcza, że pierwszą miłością Waldemara było zmaganie się z żywiołami przyrody - wiatrem i wodą. Pływał na wodach śródlądowych, by wreszcie wypłynąć na Bałtyk, na wielu żaglowcach, jako ich kapitan. Tu, w stadninie w Stawach, realizuje swoje dwie pasje życiowe - walkę z naturą i kształtowanie nowych, silnych charakterów. Pasja końska rozpoczęła się od zamiłowań córki, Kingi, które emanując na całą rodzinę, w rezultacie doprowadziły do kupna domu na wsi i założenia stadniny. W roku 1992 stały w stajni 2 konie, dzisiaj ponad dwadzieścia. Waldemarowi Tietz`owi najwięcej radości sprawia kiedy może obserwować przeobrażenia przyjeżdżających tu dzieci. Na początku nieufne, przestraszone, z czasem akceptują obecność konia, by w rezultacie wykonywać wszelkie czynności w stajni i dosiąść konia. "Odczuwam wtedy wielką satysfakcję". "Każdy koń jest inny. Pociąga mnie praca nad charakterem konia, ujeżdżanie, uczenie kolejnych umiejętności, przełamywanie końskich lęków przed czymś nowym, nieznanym. Wiele radości czerpię z obcowania z wychowankami Domu Dziecka w Sławie. Dzieci te nie mają normalnego dzieciństwa i uważam, że coś im się w życiu też należy. Ja mam konie i mogę nauczyć te dzieci jeździć konno. Dzieci mogą poczuć w Stawach co znaczy opieka nad zwierzęciem, pogłaskać konia, poczuć jego ciepło, wyczesać, nakarmić. Namawiam wszystkich miłośników koni do takiej współpracy. Uśmiechy tych dzieci są tego warte." .
|